Skoro mamy XXI wiek
jesteśmy tacy niemoralni
nachalni
zaskakując oficjalni
to ja w tej postmodernistycznej rzeczywistości
zapytać pragnę:
dlaczego mnieniemożesz
posiąść
w tym momencie?
Gdy jestem pijana
gdy gotuję boiad
gdy wychowuję nasze dzieci
Dlaczego nie chcesz mieć mnie całej
skoro cała jestemTwoja
każda tkanka ma
oddech mój
tchnienie duch wejrzenie
dane na talerzu
prosięzjabłkiem
dlaczego nie możesz?




Tyle na Ciebie czekałam
bite, długie, rzęsiste i niesmaczne
s-z-e-ś-ć nieskończonych lat



Bliska zwątpienia (ile można)
ale takiego Cię wyśniłam
więc musiałeś taki być.




***


Pieprzę uśmiechanie się codzienne
i zniżanie do poziomu poniżej morza
Pieprzę być miłą dobroć przyjaźń pokaz
i kordialność przylepiona najtańszym klejem
- pewnie z biedronki.
Trzeba się sprzedawać drogo
bo inflacja
deprecjacja
papiery wartościowe
fizjologiczna dewaluacja

Ciut rzygam tymi sloganami
wychodzą z gardła w swej całej całości
wsadzam dwa palce
i ciągnę niczym nitki
by wyszły filistersko
w swej drobnomieszczańskiej okazałości.

29 I 2011 !

Koniec jest blisko.

***



*

Wpadłam na genialny pomysł.
Prawie zabiłam się o niego,
a przynajmniej złamałam nogę,
- to z pewnością.
Wykupiłam w Orange pakiet,
dzięki czemu mogę dzwonić
do Ciebie bezgranicznie.
Kosztował mnie 6 złotych.
Ale cieszę się kosmicznie
bo dostajesz w zamian
aż 20 godzin,
- można nieźle się rozgadać.
Szkoda tylko, bo dzięki temu,
zrozumiałam, że Ty już
nie chcesz ze mną rozmawiać.




*
"Wielkie "G""
*
Nasze milczenie
Nie ma najmniejszego wymiaru
podobne ….
Nawet nie to.
Nasze długotrwałe milczenie
długofalowe
długoletnie
bezterminowe
ponad wiekowe
nasze
Nasze milczenie
- lekarski błąd
Nasze milczenie
nieokreślone.
Nawet się nie nazywa.

jakoś tak 2010





Ale jak ginie w skale
Zaplątana w łańcuchy wiarołomnych spojrzeń
to nosi się to dziecko w sobie
w nieznanym terminie rozwiązania
to ubiera się warstwami
na dole tą najsłabszą, chronioną
twardą 360-ką
I że niby czas taki zły – mówi się
i pory wszystkie zatkane
i znowu zimno na dworze, choć marzec
i woda jakby chłodniejsza
a bilety drożeją – nie ma jak dojechać do
celu, który zaśnieżony znikł z horyzontu wyobrażeń
którego może jednak nigdy nie było.
III 2010

*

Gdzie jesteś?

Gdzie jesteś, życie?
Czy w stogach siana na wsiach srebrzystych?
Czy w gorącego boga promieniach złocistych?
Czy w każdym mym kroku i tępym spojrzeniu?
Czy szukać Cię mam w każdym zdarzeniu?
Czyś losu kompanem czy jego wrogiem?
Czy jesteś tuż obok czy czaisz się za rogiem?
Czy znaleźć Cię mogę każdą porą roku?
Czy wraz ze mną błąkasz się po zmroku?
Czy jesteś niewdzięczne czy bardziej radosne?
Czy tajemnicze czy jednak proste?
Czy kopią innych czy karykaturą?
Czy czymś istotnym czy iskrą i bzdurą?
Czy jesteś nieme, czy mowę masz,
a się buntujesz? Czy niewdzięczne,
nieważne, i tak zaskakujesz.


*

Nie.
Już naprawdę.
pomimo wszelkich przekonań.
Masz przetrącone nogi.
Pięcioletnim kijem.
Czas niewidoczny
sam ślady zostawia.

Każdy by tak chciał.
Gra z nami na zwłokę.
I zwłoki z nas robi.



Posłuchaj: nie.
Każdy musi być szczęśliwy
w swoich 2 metrach kwadratowych.

*
Wszystko sprowadza się do biologizmu.
Widzisz, po co żyć,
czytać, krzyczeć, tworzyć, uciekać?
Prędzej czy później i tak jesteś słoniem
dźwigającym pręgi biologizmu.
Może się podobać. Można
się buntować, można przeczyć, można
być nawet niezadowolonym.
Jednak wszystko sprowadza się do biologizmu.
Możesz wyrzucić Mickiewicza, Gombrowicza, Przybyszewskiego,
Iwaszkiewicza. Możesz odjąć wszystkie swoje półkule
O ile byś miał ręce, nogi i wydatne wargi.
O ile byś miał sprawne palce i język.
Możesz zapomnieć że Baudelaire i Sartre
o Hasko czy Haska, bo wszystko fiasko kiedy
tylko biologizm i koniec. I homo sapiens, homo erectus, homo habilis,
erecetus zwłaszcza. 652 strony. O`Brian.
Kto będzie pamiętał?

*

*

Dotknąć ziemi,
tylko dzieli rój niesnasek
kupnych wielbicieli uśmiechów.

Tak bardzo wykrzywionych
w telewizji, z kilogramem pudru
tak powinno być.

Bardzo wykrzywionych,
bo nie przystoi co innego
ale jak by tu być
jak by tu się zmie ścić
Ze sobą-krzywą
wykrzywioną-prosto-padlą?
Na kuli ziemskiej?

Byjamniej,
żadna kula,
kwadrat albo trójkąt prostokątny,
może być równoramienny,
który rani rogami
wbija się w oczy swymi ramionami
Ostrym kątem przebija od dołu.

30. 09



Dzis mamy technike i 102 megabajty
piksele, notebooki, serwisy randkowe
serwituty użytkowe, profile gronowe.
Dziś mamy wszystko więc chyba szczęsliwi jesteśmy górując?


***


*

Codzienność

Boję się tosterów
codziennego gotowania wody
na herbatę, albo kawę – nieważne.

Potrafię tylko o Tobie
wyjmuję białą karte z kołnierza
przecinam nią szyję i nic
krew, która zapomniała, że
powinna była dawno uschnąć.

IX 09

*
Niby szkic

Dotknąć ziemi,
tylko dzieli rój niesnasek
kupnych wielbicieli uśmiechów.

Tak bardzo wykrzywionych
w telewizji, z kilogramem pudru
tak powinno być.

Bardzo wykrzywionych,
bo nie przystoi co innego
ale jak by tu być
jak by tu się zmie ścić
Ze sobą-krzywą
wykrzywioną-prosto-padlą?
Na kuli ziemskiej?

Byjamniej,
żadna kula,
kwadrat albo trójkąt prostokątny,
może być równoramienny,
który rani rogami
wbija się w oczy swymi ramionami
Ostrym kątem przebija od dołu.

IX 09
*

Naprawdę – częsty błąd

Chce tylko spokoju
w domu dziurawej łyżki,
niesamowitej, chce tylko spokoju
i wyjaśnienia cudu pamięci,
w 12 minutach
nudnego wykładu.

Zbadany mózg! Można
go zobaczyć i sprawdzic w INTERNECIE!
Nie ma przed nim tajemnic.
Wszystko odkryte,
dziurawa łyzka nawet napełni się wodą
do pełna
(jeśli trzeba)


(Dwie spacje dalej mieszkam).
23 VIII o9

*

Nie pamiętam co mówiłam,
onegdaj nieważne, bo jestem
chodzącym kłamstwem,
zmaterializowanym fałszem,
sczerniałym robakiem,
dziurawą łyżka, która nigdy
nie napełni się wodą,
niczym specjalnym
Całkowicie niczym.
VII 09

*

Nie ma nic
Dzwonić i umawiać się na kolejny
telefon
znam te numery
Łącznie z Twoim i mojej matki
Spokojnie…
przecież kiedyś zadzwonię.
Wybijam: 602 938
głową o ścianę
Zajęte
Słyszę szybki sygnał
niczym tętno albo oddech
Twoje
Moje
Zamykam oczy, wyłączam.
Spróbuję jeszcze raz.
Za miesiąc.
VII 09

*

Garstka dobrych ludzi zamkniętych na dłoni
Biegnie chmarą
kilkuosobową chmarą
przegraną kupą

uśmiechająca bezwiednie
marszczą kąciki ust

Mówisz o uśmiechu,
ale nie masz zębów.
Masz drewno zamiast głowy
wędkarskie linki zastępują włosy.

VII 09

***

Tyle lat stara maszyna
Była milczącą cierpliwości pełna
Niby to przedmiot martwy jak wiadomo
Ale po latach wprost kilkudziesięciu
Jest powiernikiem myśli i zamiarów
A teraz pójdzie w emerytów ślady (?)


*

"Wali się Polska cała..."

Wali się Polska cała
W toniach srebra metalu
wydaje pomału ostatnie tchnienie.

Leży kraj mój zmiażdżony,
Mlaska oczyma
gangrenę wypluwa,
ginie słabiutki w konwulsjach.

Srają na Ciebie ptaki, Polsko!
A Ty leżysz uśpiona bezbronna
głupia! Krwią charczysz i stękasz.
Znowu samotna, zziębnięta
i łatwowierna.
.

Umiera kraj mój malutki.
Wisła w miejscu przystała,
Warszawa się zatrzymała..

Masz swego Boga
matko bigotów,
tyle się modliłaś!

Stwierdzono:
czas zgonu pierwsza czterdzieści cztery.
Nie mam domu.

Nie czas….
Nie dziś….

22 III 09

*


Kawa o pierwszej

Budzisz moją setną myśl
Nie znam tylu słów by poruszyć
Nie spoglądaj tak z awersją
Na mą siódmą łyżkę cukru
Widzisz, że ciągle wierzę?
Muszę sobie przysłodzić porządnie
Na noc.

II 2009


Kawa o pierwszej

Budzisz moją setną myśl
Tyś umarły a we śnie wciąż widzę
Nawet gdybym flaki dywanów
wyżarła całe swoją czołganiną
Tyś umarły tylko mi na myśl przychodzisz
Gdybym palce powbijała
na złamanie kości w podłogę
Tyś umarły – wróć! wlej myśli
w serca natchnij życiem! Wróć.

II 2009

*

"r.Z."

Oplótł śnieg
królewskie korony drzew
jak co roku.
miasto marźnie
stadami głupców w beretach.

Ich pełne brzuchy
karmazynowymi śliwkami
uwydatnione wydymają
się wraz z zziębniętymi wargami.

Obrzydliwa jest ta zima
od jej biednej, nagiej strony.
(Gdzie mężczyźni w śniegy giną
Gdy zdradzają woje żony.)


*

Mięta


Jestem mięta krystalicznie życiowa,
Leżę w kącie owiędła.
Maluję plamy brązowe na płótnie życia
Pędzlem słów wtaczam bezczynne dźwięki,
Kolorem czerwonym honor splamiony,
Zataczam palcem u stopy mej kręgi,
W których jestem mięta w stagnacji życiowej
Zamknięta, a na łodydze mych liści,
Na powrót znów kolejne pręgi.
Zwisam z ogrodu balkonowego
W murów domowych zgliszczach,
I właściciela brak mi nowego,
Sama usycham w pogorzeliskach.
I brak mi wody i brak mi rozmowy,
Choć gdyby nawet pojawił się nowy
przyjaciel, ja liście mam zgięte na kształt
Twych dłoni, łodyga szczególnie
Na wzór myślącego zmarszczonej skroni …
I choćby zjawił się jakiś nowy,
To jak tak wygięta bezwzględnie wiadomo
Żem Twoja wciąż mięta uschnięta.

II


*
Nigdy A. nie wzgardziłam

Nie zamknę tej szuflady myśli
choćby serce z zawiasów mi wyrwała
Nie przestanę Cię owijać bukietami
wspomnień choćbym zmysły postradała
Drogi której szukasz z brzaskiem jutra
choćbyś gardził mną nie wskaże
Ręki nie przyłożę do stóp Twoich
nie pomogę -choćbyś przegryzł własne struny
Nic nie zrobię kiedy bedziesz leżeć.

II



*

ble

Nie ufaj oczom trupa

Nie ufaj oczom i twarzy trupa,
Choćby jeszcze gorący,
Choćby uśmiech miał cały
Wymalowany od ucha do ucha.
Nie ufaj masce zwłok człowieka,
Choćby nie wiem jak ufnie
Na Ciebie patrzyła,
Choćby kordialnie Ci darowała
Ząb złoty ze swego szczerego uśmiechu.
Martwi też kłamać potrafią
I lepiej niż żywi,
Im nie zależy na świecie prawdziwym.
Nie ufaj łzie żadnej,
Nie ufaj nikomu.


*

****

Przyległam jak lakier do paznokci
i mogę być całkiem Twoja
w całej swojej XS objętości
jeśli tylko będę.


*

Już za chwilę
Skocze (do góry)
/TAK NIE WOLNO/
Tylko Ce dwa ha pięć och-a
- Spokojnie, madame
POMOŻEMY
- Ja nie śmiem wątpić, procencie

Napisy na murach jednak
prawdę mówią.
A historia lubi się
Powtarzać (powtarzać)

Tylko chwila, weź,
Ściany żołądkowe
rozerwane.

Tylko raz, dwa, już.
Do środka. /mnie/

I już nic.



W co wierzyć?
gdy kształty poległy w gruzach.
Się mówi, piękne słowa,
pani słyszała? Ta z góry
skoczyła. Skończyła
się.
W co wierzyć, padlino
Człowieka, krzyt zgrzyt
kości i nie ma wartości.

*

"Cena życia "

Tam mówią;
Przechodzę reklamą,
Że sprzedają trumny
po niższych kwotach.

Przecena taka.
Ceny konkurencyjne.

Można kupić pogrzeb;
Już za dwa zera,
Naprawdę.

20 VI 08





***


„Ze sobą na wojnę się wybrałam…”

Ze sobą na wojnę się wybrałam.
Kapelusz założyłam,
prowiant w dłoń wzięłam,
o strzelbie zapomniałam.

Taka naga na starcie gotowa
Sama na pustym froncie
Ze strachem kamratem
Nieuzbrojona stoję.

Wojna w twarz mi pocisk detonuje
Odłamki w me ślepe oczy
Osłaniam się dobrem
Siłą wiotką próbuję.

Ale jak wojna to pancerfaust
A ja zbyt delikatna
Sama się wybrałam
Broń za to pozostała.

***

„Słowa”

W paski okleili dobre słowa,
Co do ciała się garną
jak ciepły dotyk.
Gorące słowa.
Kominek styczniową porą.
Słodko-anielska przemowa.
Co miodem spływa
Po wargach drżących.
Zabrakło słów co tulą się do uszu,
Co obejmują przymknięte oczy.
Co duszą ramieniem szlachetnym,
Co śmiechem wylewają się z ust.
Zabrakło gestów kordialnych,
Ktoś obciął chęci nam ręce.
Zwisamy w tym tysiącleciu.
Czego od zycia chcieć więcej.

*

„Moje ciało”
Moje ciało:
Powłoka moja
brudem zlepiona
Mój organizm
Najdroższa mi trzewia
uszanowana
Moja fabryka
Płynów i śluzu wnętrzności
Montownia płodów
Żywa wytwórnia zarazy
Rynsztok obmierzłych kości

****
"Raduj się!"

Raduj się,
niech nie zachmurzy czas jesienny
niczyjej swobody

Bo oddam smutek za darmo
Co leży w hospicjach
- Niech leży dalej

A nasze schronisko
Będzie pod Słońcem
- na pewno będzie
Bo trzeba z nadzieją
Wraz z dniem umierać
- bośmy nieśmiertelni wtedy

A na współ z dniem nowym
Rodzącym się z blaskiem
- brać przykład z niego

Bo wtedy na zawsze dożyjemy
Na kształt obrazu radowanego
- bo tylko pamięć zostaje

***
„Warszawska prababcia”

Mieście kaligrafii, świętych ulic
Uświęconych krwią, co kroplami
Maluje dwie czwórki na asfaltach,
Gdzie dawniej bronie i okopy,
Przelana krew
Teraz bezdomny sierocy
I w stosie łez: Warszawa?
Krzyk rozszarpał Stare Miasto
Bloków zwał zasłonił Puławską
W kaftanie dymu podwórko potonie
Warszawa ma zmarszczki
I zmarszczone skronie.
Warszawa-prababcia
Piaskiem przysypana,
Warszawa co ranek
Wstaje rozespana,
Warszawę co dzień,
Mijam moje miasto
Wciąż pełne tajemnic
Uliczką niejasną.

*

"Tańczy jak mu świśniesz"

W skąpanej niemożności
Zwiwa w zimie świszczy liść
Bezradny namiętności
Smrodliwych chuchach wiatru
Bezwiednie tańczy tany delikatnie
Instynktownie mimowolnie
Impulsywnie i z rozpędu
Flegmatycznie krok po kroku
Jak krew z nosa szparko chyżo
Na złamanie w oka mgnieniu
Tańczy jak mu cuchnie
Chuchnie wiatr na szyję.
XII 07

*


"... "

życie mnie zżarło doszczętnie,
Zamach rutyny na Kingę,
a imię być winno mi sławy!
Władczy przydomek królewski.

Sławię się więc w nicości,
przybity obiekt niezdatku,
i tylko imię mnie trzyma,
przy życiu wzniosłego przypadku.

16 XII 07



***




„wspomnienia I”

Przede mną talerz postawił ktoś kiedyś
Kołysząc się lekko nie wiedział co daje
Tam miałam co gasić bo dużo paliłam
Człowieka nie ma
Talerz stłuczony
A głupia pamięć tylko zostaje
16 IX 07

***

"Westchnienia"

Nie chce mi sie żyć
I nie wiem kim jestem
Leżę z liściem mięty na oczach
Wyziębiona przez nadchodzący mróz
Jesień przykryła i nogi
I teraz już nie mam jak chodzić
W gruncie rzeczy
Dobrze że nie mam
Bo wcale nie chcę
3 IX 07

***

„Obserwacje”

Zapalmy w ciszy,
Cudownego papierosa.
Czujesz, jak Twój żołądek
Rozdziera sok?
Dążymy nieuchronnie do śmierci.
Skaczemy po pulach życia
Jak polne koniki.
My…
29 VII 07


***

7

Siedem jest, trzeba wiedzieć
Kiedy nieroztropnie zaciągasz się dymem.
Siedem dni w tygodniu mija
Gdy przewiewa sobotnia nicość przez umysł.
Siedem minut płaczu trwa
Kiedy snujesz ukojenie czerwonym atramentem.
Siedem lat powoli płynie
Kiedy uśpiony nie widzisz ni jednej cyfry.
16 VI 07


***




***


Mickiewiczem

Gdy me oczy Ciebie
nie mogą oglądać,
Wiedz że bledsza się staję,
nie mogąc się ruszać,
poczynam w kąt
każdy zaglądać.
A nuż za kwiatem,
a może w nim jesteś,
a może w slowach?
Uciekłes; gdzieś znikłeś,
więc szukam od nowa.
10 III 07


***

Kwiaty z czerownej krepiny

Kwiaty papierowe są
Z czerwonej krepiny
Nie żyją
Nie czują
Z tektury zrobione
Moimi rękoma
Łamałam ją
Krwawiła
- dlatego czerwone
Łamałam – nie żyła
- by stworzyć te kwiaty martwe
16 XI 06


***

Kwiaty czerwonych wspomnień


Kwiaty czerwonych wspomnień
Znoszonych
Graficzne cudne rozmowy
Naiwnie sfatygowane

Wklejone twarzowe usmiechy
W postaciach czerwonych szminek
Leżą w spokoju na biurku
Zmienione w martwą krepinę
XII 06




***

Uczyniłam zemsty bezmyślną utratę
nicości ludobójstwa złote
i machinalny deficyt straty;
krwią szarych ludzi opłacam głupotę.

W kątach domowych chorób czerwonych
niemoc galopem każdego dopada,
jadliwość w zbrodnię przeradza się szybko
ciało gwałtem dość nie domaga.
6 III 07


***

Zdjęcia

Boję się patrzeć na zdjęcia
Widzę swój radosny wzrok
Wiem że kiedyś wyblakną
Boję się braku Twych rąk

Nie chcę patrzeć na zdjęcia
Wiem pokazują najlepsze z chwil
Nie umiem myśleć bez Ciebie
Lęk zimnej grozy w pogodne dni

Nie rwę się patrzeć na zdjęcia
Wszystko tam zbyt idealne
Twarze wyborne przede mną
Wspomnienia są niematerialne
12 II 07

**

Czemu te noce głuche są
Bez odpowiedzi
Na ślepe pytania
Czemu kalekie
Bezdzietne
Zranione
- Co noc odchodzę
Bez pożegnania
21 X 06

***

Bezsenność!

Bezsenność Panie
dopada mnie znów
co myśleć nie daje
sen z powiek i już !

Bezsenność mój Panie
okropna dławiąca
litości na nie zna
nieugięta nigdy śpiąca !

Bezsenność mój Panie
w drzwi drapie niesłychanie
nie zna nie słowa
z Nią boskie skaranie !

Bezsenność Panie
co noc worami-myślami
zamykam drzwi
się wlewa oknami !

Bezsenność Panie
nieuprzejmy gość w dom
pomóż z rzadka się bronić
bo nie da spokoju nam !

Bezsenność mój Panie
persona non grata
ja kijem ją gonię
Ona i tak nad głową mi lata !

19 X 06 [szkic]


***


Próbowałam wejść w nocu do Twojego snu...


Próbowałam wejść w nocy
do Twojego snu.
Bardzo ładnie to brzmi.
Miał być spokojny
i przyciemniony;
zadymiony;
umiarkowany.
Ale kurwa zapomniałam
że Ty nie śnisz!
I mój wspaniały plan
i moja dziecinna zabawa,
i wszystko inne
legło w gruzach.

Drugiego marca dwutysięcznego szóstego roku.


***


Martwy monitor
Wydychający z siebie
Ostatnie kolorowe literki
On Off
Do widzenia...
27 VII 06

***

Umysł z Ciałem się skłócił

Rozdarty między dwie strony
Ochłapy ciała rzucone w dwa światy.
I cały umysł zniszczony
I z chust nocnych marzeń zostały szmaty.

Toż abderyta uczuć
oszukany i porzucony
nieistotna jednostka
człowiek z góry skreślony.
17 IX 06


***

Nocami

Noc zagląda do naszego okna.
Twój oddech
- Moja samotność.
Razem i osobno.
Zasypiasz
- Moje nerwowe palce
wbijają się w poduszkę.
Tłumię w ten sposób krzyk
By Cię nie obudzić.
Ty przecież tak nie lubisz
- Kiedy Ci przeszkadzam
ok. I III 06

**

Lubię

Lubię patrzeć w Twe oczy z ufnością
Dyskretnym uśmiechem całości
W zwyczajne tak niezwyczajnie
Z nadzieją że tylko ja widzę co mówią

Lubię chować się w Twoim uścisku
Dłońmi zasłaniać swoje przed wiatrem
Nie wierzyć żem Ja inna że Ty taki
I mocniej ściskać by widzieć wyraźniej

Lubię stać z boku przed Tobą
Patrzeć zazdrośnie dumnie typowo
Zawistnie przysuwać bliżej do siebie
By każdy wiedział i bez wątpliwości
Że Ty do mnie należysz i ja do Ciebie
8 II 07żart.


***

Inwokacja

Chcę
Lecz ręce mi drżą
Chcę
Ale zabawek wszystek
Nie poszedł w kąt
Chcę
Tylko zbyt dużo siebie
Starej zatopiłam
We łzach
Chcę
Ale pomyśl co będzie dalej ?
9 II 07

***

Bezsens

Kiedy uciekam,
- nie mogę,
ukryta.
Z radością myśli;
i troche się jeszcze
boję.
/To weź mnie całą
i ukryj w sobie./
6 I 07


***

Po

Specjalnie ust dotykać nie będę
by smak Twój pozostał
gdy już odejdziesz.
By niczym pies wierny
spamiętać zapach pana swego,
by odszukać Ciebie po krwi śladach
w koszmarach dnia codziennego.
7 I 07


***

Pisac nie mogę,
Usta sciśnięte.
Spazmatyczne końcówki
warg.
W parującej kąpieli,
i mówię że nie ma,
i kłamię,
nie umiem,
i dziecko umiera.
Dwuletni synek.
6 I 2007


***

(bez tytułu)

Coś miało być zawsze
A przez chwilę było
I nadal nie wiem
Dlaczego jestem
Dlaczego jeszcze
27 VII 06
**

Synka żegnanie

Daj proszę Mamo,
póki jeszcze żyją;
włosy Twe dotknąć;
i serca usłyszeć.
Potem mnie pogłaszcz;
jak zawsze bywało.
Ucałuj długo
i żegnaj westchnieniem.
Odejdę cicho
z duszy uniesieniem.
Kocham Cię powiem;
jeśli jeszcze zdołam,
widzę niebieską
przestrzeń dookoła.
Dużo światłości,
co jakby zaprasza.
Żegnaj Mamusiu,
Ja odejść muszę,
niech los Cię uchroni,
przed następną próbą.
1 III 06

***

Geografia
Marazm.
Zawieszona w Japonii.
Na siatce geograficznej.


Ma mapie.

Związana równoleżnikami.
Południki biegną przez żyły.

Złuszczona skora,
nazżółkniałym papierze.

W wędrówce po świecie.
Zatykam uszy.
I stoję w miejscu.

Na katalońskim półwyspie.

I czego chcę?

Złuszczona skóra.
Na żółtym papierze.
4 III 07


***

śpiewam

Śpiewam nocami;
I w dni samotne.
Rzewne melodie
po nosem nucę.
Rozczulajace,
Wzruszające.
Błogie,
Rozkoszne.
Zrozpaczonymi nutami
na Twym karku,
wspólną przeszłość wyśpiewuję.
Och!
Chyba się kompromituję.
30 VII 06



***

I wnoszę wyżej
Przebrzydły wstręcie
Kocham człowieka
Którego nie było
I ręce w górę
A wchłania mnie trawa
Tak kocham się
Której nigdy nie było
6 III 07


***

Szyty topoli

Szczyty topoli zza okna dostrzegam
bury na szarym nieba obliczu
bezzielenny
jesienny
zimowy szczyt topoli
półmartwy
półsenny
osamotniony
milczący
odepchnięty
poniżony
chwilowo bez
silny jak Ja
10 III 06

***

Plan.

Plan.
Perfekcyjne dążenie do samozagłady.
Nieskazitelna wewnętrzna śmierć.
Doskonała autodestrukcja.
Przykładna nienawiść.
Wzorowe zwalczanie siebie.
Stopniowe uśmiercanie.
Idealna zbrodnia ciała.
Niedoścignione wyniszczenie.
Nieustająca agresja.

Codzienna wrogość.
4 IV 06

***

xxx

Spowite krwią jałową
teraz moje palce.
Cialo na wpół zgięte
i płuca dziurawe.
Cień czlowieka
i kukły liny leżace samotnie.
26 VIII 06

***

xxx

Zbyt głośne krzyki,
i taniec deszczu kropli,
zbudziły mnie do życia,
by wychudzoną ręką,
kolorowe tabletki,
z dywanów ciał wymarzonych,
zbierać.
26 VIII 06

***

13

Każdy kolejny dzień trzynasty
Jest wyobraźni nowych pełen
I przeobrażeń
Wzniosłych planów
W tej przecudnej codzienności
Zawiłości
Jakby wciąż czekać na dzień taki
Jakby czternastego lepiej miało być
III 06

***

Medyk. [I – VIII ]

I
Jestem chora, zmęczona,
Nie mam siły wstać po specyfik.
Mie ma lekarstwa na ten przypadek.
Nie ma pomocy w takich schorzeniach.
Wirus śmiertelny wyżera mi głowę,
Nic już nie zrobię.

II
Są zaburzenia, są dolegliwości,
Jest antidotum dalekie i drogie,
Są środki placebo, są antyseptyki,
Są na choroby fałszywe chwyty.

III
Wypadły mi włosy, zmarszczyły powieki,
Spróchniały kości,
Wiedz Brak im opieki,
Wybuchła wątroba, żołądek przeklina,
Lustra pękają, kogo to wina.

IV
Jestem zbyt słaba; zmęczona,
umordowana, chora,
Zniszczona.

V
Spływam ściekami,
Zbyt blada by krzyczeć,
Ludzkimi odchodami,
Wydalonymi smutkami.
Kto może mnie słyszeć?

VI
Wirus śmiertelny wyniszcza mi ciało,
Jestem zbyt nędzna na cenne szpitale ,
Płynę ściekami; w śliską krainę,
brudem zachwianą,
Brak białych łóżek, kroplówek soczystych,
Płynę drogą zbyt zagmatwaną!

VII
Kres rozpoczęty – Kres zakończony,
Korpus dociera; resztę;
Choroba wchłonęła.

VIII
Nie wstałam we wrześniu po leki ,
Do listopada gniłam, leżałam,
W październiku zasnęłam na wieki.

szkic wiersza 21 X 06

***

W przyszłości

A kiedy osiągne spokój,
głowa przestanie mi pękać,
w natloku myśli,
wzniosłych ambicji.
W zimnych lodach,
ochłodę odnaję,
w pustej lodówce,
nowego domu.
7 X 06


***

[Gdy oczy zamykam...]

Gdy oczy zamykam,
Otwarte wchodzą w inną dal,
Nienzane dolinyl obcy kraj,
Swoista obczyzna, tragikomiczny raj.
8 IX 06


***

-prowadzisz pamiętnik?
-przez cały czas, patrząc bezmyślnie w brudną ścianę,
przed lustrem, zwinięta z bólu na łóżku,
kuląc się pod prysznicem, jedząc... piszę,
a potem wypycham usta zużytym papierem toaletowym, żeby zwymiotować.
gniję, widzisz?
śmierdzę i gniję, liżę pokrytą nieczystościami skórę, jestem resztką.
-mogę zobaczyć ten pamiętnik?
-obejrzysz go, wystarczy, że się rozbiorę.






***


Internetowy pamiętnik wierszowy.

Rzucisz okiem?
[Księga gości]




LINKI

ARCHIWUM

2011
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec

 

-- Design by ER; artwork by Stephanie --