|
Skoro mamy XXI wiek jesteśmy tacy niemoralni nachalni zaskakując oficjalni to ja w tej postmodernistycznej rzeczywistości zapytać pragnę: dlaczego mnieniemożesz posiąść w tym momencie? Gdy jestem pijana gdy gotuję boiad gdy wychowuję nasze dzieci Dlaczego nie chcesz mieć mnie całej skoro cała jestemTwoja każda tkanka ma oddech mój tchnienie duch wejrzenie dane na talerzu prosięzjabłkiem dlaczego nie możesz? Tyle na Ciebie czekałam bite, długie, rzęsiste i niesmaczne s-z-e-ś-ć nieskończonych lat Bliska zwątpienia (ile można) ale takiego Cię wyśniłam więc musiałeś taki być. *** Pieprzę uśmiechanie się codzienne i zniżanie do poziomu poniżej morza Pieprzę być miłą dobroć przyjaźń pokaz i kordialność przylepiona najtańszym klejem - pewnie z biedronki. Trzeba się sprzedawać drogo bo inflacja deprecjacja papiery wartościowe fizjologiczna dewaluacja Ciut rzygam tymi sloganami wychodzą z gardła w swej całej całości wsadzam dwa palce i ciągnę niczym nitki by wyszły filistersko w swej drobnomieszczańskiej okazałości. 29 I 2011 ! Koniec jest blisko. *** * Wpadłam na genialny pomysł. Prawie zabiłam się o niego, a przynajmniej złamałam nogę, - to z pewnością. Wykupiłam w Orange pakiet, dzięki czemu mogę dzwonić do Ciebie bezgranicznie. Kosztował mnie 6 złotych. Ale cieszę się kosmicznie bo dostajesz w zamian aż 20 godzin, - można nieźle się rozgadać. Szkoda tylko, bo dzięki temu, zrozumiałam, że Ty już nie chcesz ze mną rozmawiać. * "Wielkie "G"" * Nasze milczenie Nie ma najmniejszego wymiaru podobne …. Nawet nie to. Nasze długotrwałe milczenie długofalowe długoletnie bezterminowe ponad wiekowe nasze Nasze milczenie - lekarski błąd Nasze milczenie nieokreślone. Nawet się nie nazywa. jakoś tak 2010 Ale jak ginie w skale Zaplątana w łańcuchy wiarołomnych spojrzeń to nosi się to dziecko w sobie w nieznanym terminie rozwiązania to ubiera się warstwami na dole tą najsłabszą, chronioną twardą 360-ką I że niby czas taki zły – mówi się i pory wszystkie zatkane i znowu zimno na dworze, choć marzec i woda jakby chłodniejsza a bilety drożeją – nie ma jak dojechać do celu, który zaśnieżony znikł z horyzontu wyobrażeń którego może jednak nigdy nie było. III 2010 * Gdzie jesteś? Gdzie jesteś, życie? Czy w stogach siana na wsiach srebrzystych? Czy w gorącego boga promieniach złocistych? Czy w każdym mym kroku i tępym spojrzeniu? Czy szukać Cię mam w każdym zdarzeniu? Czyś losu kompanem czy jego wrogiem? Czy jesteś tuż obok czy czaisz się za rogiem? Czy znaleźć Cię mogę każdą porą roku? Czy wraz ze mną błąkasz się po zmroku? Czy jesteś niewdzięczne czy bardziej radosne? Czy tajemnicze czy jednak proste? Czy kopią innych czy karykaturą? Czy czymś istotnym czy iskrą i bzdurą? Czy jesteś nieme, czy mowę masz, a się buntujesz? Czy niewdzięczne, nieważne, i tak zaskakujesz. * Nie. Już naprawdę. pomimo wszelkich przekonań. Masz przetrącone nogi. Pięcioletnim kijem. Czas niewidoczny sam ślady zostawia. Każdy by tak chciał. Gra z nami na zwłokę. I zwłoki z nas robi. Posłuchaj: nie. Każdy musi być szczęśliwy w swoich 2 metrach kwadratowych. * Wszystko sprowadza się do biologizmu. Widzisz, po co żyć, czytać, krzyczeć, tworzyć, uciekać? Prędzej czy później i tak jesteś słoniem dźwigającym pręgi biologizmu. Może się podobać. Można się buntować, można przeczyć, można być nawet niezadowolonym. Jednak wszystko sprowadza się do biologizmu. Możesz wyrzucić Mickiewicza, Gombrowicza, Przybyszewskiego, Iwaszkiewicza. Możesz odjąć wszystkie swoje półkule O ile byś miał ręce, nogi i wydatne wargi. O ile byś miał sprawne palce i język. Możesz zapomnieć że Baudelaire i Sartre o Hasko czy Haska, bo wszystko fiasko kiedy tylko biologizm i koniec. I homo sapiens, homo erectus, homo habilis, erecetus zwłaszcza. 652 strony. O`Brian. Kto będzie pamiętał? * * Dotknąć ziemi, tylko dzieli rój niesnasek kupnych wielbicieli uśmiechów. Tak bardzo wykrzywionych w telewizji, z kilogramem pudru tak powinno być. Bardzo wykrzywionych, bo nie przystoi co innego ale jak by tu być jak by tu się zmie ścić Ze sobą-krzywą wykrzywioną-prosto-padlą? Na kuli ziemskiej? Byjamniej, żadna kula, kwadrat albo trójkąt prostokątny, może być równoramienny, który rani rogami wbija się w oczy swymi ramionami Ostrym kątem przebija od dołu. 30. 09 Dzis mamy technike i 102 megabajty piksele, notebooki, serwisy randkowe serwituty użytkowe, profile gronowe. Dziś mamy wszystko więc chyba szczęsliwi jesteśmy górując? *** * Codzienność Boję się tosterów codziennego gotowania wody na herbatę, albo kawę – nieważne. Potrafię tylko o Tobie wyjmuję białą karte z kołnierza przecinam nią szyję i nic krew, która zapomniała, że powinna była dawno uschnąć. IX 09 * Niby szkic Dotknąć ziemi, tylko dzieli rój niesnasek kupnych wielbicieli uśmiechów. Tak bardzo wykrzywionych w telewizji, z kilogramem pudru tak powinno być. Bardzo wykrzywionych, bo nie przystoi co innego ale jak by tu być jak by tu się zmie ścić Ze sobą-krzywą wykrzywioną-prosto-padlą? Na kuli ziemskiej? Byjamniej, żadna kula, kwadrat albo trójkąt prostokątny, może być równoramienny, który rani rogami wbija się w oczy swymi ramionami Ostrym kątem przebija od dołu. IX 09 * Naprawdę – częsty błąd Chce tylko spokoju w domu dziurawej łyżki, niesamowitej, chce tylko spokoju i wyjaśnienia cudu pamięci, w 12 minutach nudnego wykładu. Zbadany mózg! Można go zobaczyć i sprawdzic w INTERNECIE! Nie ma przed nim tajemnic. Wszystko odkryte, dziurawa łyzka nawet napełni się wodą do pełna (jeśli trzeba) (Dwie spacje dalej mieszkam). 23 VIII o9 * Nie pamiętam co mówiłam, onegdaj nieważne, bo jestem chodzącym kłamstwem, zmaterializowanym fałszem, sczerniałym robakiem, dziurawą łyżka, która nigdy nie napełni się wodą, niczym specjalnym Całkowicie niczym. VII 09 * Nie ma nic Dzwonić i umawiać się na kolejny telefon znam te numery Łącznie z Twoim i mojej matki Spokojnie… przecież kiedyś zadzwonię. Wybijam: 602 938 głową o ścianę Zajęte Słyszę szybki sygnał niczym tętno albo oddech Twoje Moje Zamykam oczy, wyłączam. Spróbuję jeszcze raz. Za miesiąc. VII 09 * Garstka dobrych ludzi zamkniętych na dłoni Biegnie chmarą kilkuosobową chmarą przegraną kupą uśmiechająca bezwiednie marszczą kąciki ust Mówisz o uśmiechu, ale nie masz zębów. Masz drewno zamiast głowy wędkarskie linki zastępują włosy. VII 09 *** Tyle lat stara maszyna Była milczącą cierpliwości pełna Niby to przedmiot martwy jak wiadomo Ale po latach wprost kilkudziesięciu Jest powiernikiem myśli i zamiarów A teraz pójdzie w emerytów ślady (?) * "Wali się Polska cała..." Wali się Polska cała W toniach srebra metalu wydaje pomału ostatnie tchnienie. Leży kraj mój zmiażdżony, Mlaska oczyma gangrenę wypluwa, ginie słabiutki w konwulsjach. Srają na Ciebie ptaki, Polsko! A Ty leżysz uśpiona bezbronna głupia! Krwią charczysz i stękasz. Znowu samotna, zziębnięta i łatwowierna. . Umiera kraj mój malutki. Wisła w miejscu przystała, Warszawa się zatrzymała.. Masz swego Boga matko bigotów, tyle się modliłaś! Stwierdzono: czas zgonu pierwsza czterdzieści cztery. Nie mam domu. Nie czas…. Nie dziś…. 22 III 09 * Kawa o pierwszej Budzisz moją setną myśl Nie znam tylu słów by poruszyć Nie spoglądaj tak z awersją Na mą siódmą łyżkę cukru Widzisz, że ciągle wierzę? Muszę sobie przysłodzić porządnie Na noc. II 2009 Kawa o pierwszej Budzisz moją setną myśl Tyś umarły a we śnie wciąż widzę Nawet gdybym flaki dywanów wyżarła całe swoją czołganiną Tyś umarły tylko mi na myśl przychodzisz Gdybym palce powbijała na złamanie kości w podłogę Tyś umarły – wróć! wlej myśli w serca natchnij życiem! Wróć. II 2009 * "r.Z." Oplótł śnieg królewskie korony drzew jak co roku. miasto marźnie stadami głupców w beretach. Ich pełne brzuchy karmazynowymi śliwkami uwydatnione wydymają się wraz z zziębniętymi wargami. Obrzydliwa jest ta zima od jej biednej, nagiej strony. (Gdzie mężczyźni w śniegy giną Gdy zdradzają woje żony.) * Mięta Jestem mięta krystalicznie życiowa, Leżę w kącie owiędła. Maluję plamy brązowe na płótnie życia Pędzlem słów wtaczam bezczynne dźwięki, Kolorem czerwonym honor splamiony, Zataczam palcem u stopy mej kręgi, W których jestem mięta w stagnacji życiowej Zamknięta, a na łodydze mych liści, Na powrót znów kolejne pręgi. Zwisam z ogrodu balkonowego W murów domowych zgliszczach, I właściciela brak mi nowego, Sama usycham w pogorzeliskach. I brak mi wody i brak mi rozmowy, Choć gdyby nawet pojawił się nowy przyjaciel, ja liście mam zgięte na kształt Twych dłoni, łodyga szczególnie Na wzór myślącego zmarszczonej skroni … I choćby zjawił się jakiś nowy, To jak tak wygięta bezwzględnie wiadomo Żem Twoja wciąż mięta uschnięta. II * Nigdy A. nie wzgardziłam Nie zamknę tej szuflady myśli choćby serce z zawiasów mi wyrwała Nie przestanę Cię owijać bukietami wspomnień choćbym zmysły postradała Drogi której szukasz z brzaskiem jutra choćbyś gardził mną nie wskaże Ręki nie przyłożę do stóp Twoich nie pomogę -choćbyś przegryzł własne struny Nic nie zrobię kiedy bedziesz leżeć. II * ble Nie ufaj oczom trupa Nie ufaj oczom i twarzy trupa, Choćby jeszcze gorący, Choćby uśmiech miał cały Wymalowany od ucha do ucha. Nie ufaj masce zwłok człowieka, Choćby nie wiem jak ufnie Na Ciebie patrzyła, Choćby kordialnie Ci darowała Ząb złoty ze swego szczerego uśmiechu. Martwi też kłamać potrafią I lepiej niż żywi, Im nie zależy na świecie prawdziwym. Nie ufaj łzie żadnej, Nie ufaj nikomu. * **** Przyległam jak lakier do paznokci i mogę być całkiem Twoja w całej swojej XS objętości jeśli tylko będę. * Już za chwilę Skocze (do góry) /TAK NIE WOLNO/ Tylko Ce dwa ha pięć och-a - Spokojnie, madame POMOŻEMY - Ja nie śmiem wątpić, procencie Napisy na murach jednak prawdę mówią. A historia lubi się Powtarzać (powtarzać) Tylko chwila, weź, Ściany żołądkowe rozerwane. Tylko raz, dwa, już. Do środka. /mnie/ I już nic. W co wierzyć? gdy kształty poległy w gruzach. Się mówi, piękne słowa, pani słyszała? Ta z góry skoczyła. Skończyła się. W co wierzyć, padlino Człowieka, krzyt zgrzyt kości i nie ma wartości. * "Cena życia " Tam mówią; Przechodzę reklamą, Że sprzedają trumny po niższych kwotach. Przecena taka. Ceny konkurencyjne. Można kupić pogrzeb; Już za dwa zera, Naprawdę. 20 VI 08 *** „Ze sobą na wojnę się wybrałam…” Ze sobą na wojnę się wybrałam. Kapelusz założyłam, prowiant w dłoń wzięłam, o strzelbie zapomniałam. Taka naga na starcie gotowa Sama na pustym froncie Ze strachem kamratem Nieuzbrojona stoję. Wojna w twarz mi pocisk detonuje Odłamki w me ślepe oczy Osłaniam się dobrem Siłą wiotką próbuję. Ale jak wojna to pancerfaust A ja zbyt delikatna Sama się wybrałam Broń za to pozostała. *** „Słowa” W paski okleili dobre słowa, Co do ciała się garną jak ciepły dotyk. Gorące słowa. Kominek styczniową porą. Słodko-anielska przemowa. Co miodem spływa Po wargach drżących. Zabrakło słów co tulą się do uszu, Co obejmują przymknięte oczy. Co duszą ramieniem szlachetnym, Co śmiechem wylewają się z ust. Zabrakło gestów kordialnych, Ktoś obciął chęci nam ręce. Zwisamy w tym tysiącleciu. Czego od zycia chcieć więcej. * „Moje ciało” Moje ciało: Powłoka moja brudem zlepiona Mój organizm Najdroższa mi trzewia uszanowana Moja fabryka Płynów i śluzu wnętrzności Montownia płodów Żywa wytwórnia zarazy Rynsztok obmierzłych kości **** "Raduj się!" Raduj się, niech nie zachmurzy czas jesienny niczyjej swobody Bo oddam smutek za darmo Co leży w hospicjach - Niech leży dalej A nasze schronisko Będzie pod Słońcem - na pewno będzie Bo trzeba z nadzieją Wraz z dniem umierać - bośmy nieśmiertelni wtedy A na współ z dniem nowym Rodzącym się z blaskiem - brać przykład z niego Bo wtedy na zawsze dożyjemy Na kształt obrazu radowanego - bo tylko pamięć zostaje *** „Warszawska prababcia” Mieście kaligrafii, świętych ulic Uświęconych krwią, co kroplami Maluje dwie czwórki na asfaltach, Gdzie dawniej bronie i okopy, Przelana krew Teraz bezdomny sierocy I w stosie łez: Warszawa? Krzyk rozszarpał Stare Miasto Bloków zwał zasłonił Puławską W kaftanie dymu podwórko potonie Warszawa ma zmarszczki I zmarszczone skronie. Warszawa-prababcia Piaskiem przysypana, Warszawa co ranek Wstaje rozespana, Warszawę co dzień, Mijam moje miasto Wciąż pełne tajemnic Uliczką niejasną. * "Tańczy jak mu świśniesz" W skąpanej niemożności Zwiwa w zimie świszczy liść Bezradny namiętności Smrodliwych chuchach wiatru Bezwiednie tańczy tany delikatnie Instynktownie mimowolnie Impulsywnie i z rozpędu Flegmatycznie krok po kroku Jak krew z nosa szparko chyżo Na złamanie w oka mgnieniu Tańczy jak mu cuchnie Chuchnie wiatr na szyję. XII 07 * "... " życie mnie zżarło doszczętnie, Zamach rutyny na Kingę, a imię być winno mi sławy! Władczy przydomek królewski. Sławię się więc w nicości, przybity obiekt niezdatku, i tylko imię mnie trzyma, przy życiu wzniosłego przypadku. 16 XII 07 *** „wspomnienia I” Przede mną talerz postawił ktoś kiedyś Kołysząc się lekko nie wiedział co daje Tam miałam co gasić bo dużo paliłam Człowieka nie ma Talerz stłuczony A głupia pamięć tylko zostaje 16 IX 07 *** "Westchnienia" Nie chce mi sie żyć I nie wiem kim jestem Leżę z liściem mięty na oczach Wyziębiona przez nadchodzący mróz Jesień przykryła i nogi I teraz już nie mam jak chodzić W gruncie rzeczy Dobrze że nie mam Bo wcale nie chcę 3 IX 07 *** „Obserwacje” Zapalmy w ciszy, Cudownego papierosa. Czujesz, jak Twój żołądek Rozdziera sok? Dążymy nieuchronnie do śmierci. Skaczemy po pulach życia Jak polne koniki. My… 29 VII 07 *** 7 Siedem jest, trzeba wiedzieć Kiedy nieroztropnie zaciągasz się dymem. Siedem dni w tygodniu mija Gdy przewiewa sobotnia nicość przez umysł. Siedem minut płaczu trwa Kiedy snujesz ukojenie czerwonym atramentem. Siedem lat powoli płynie Kiedy uśpiony nie widzisz ni jednej cyfry. 16 VI 07 *** *** Mickiewiczem Gdy me oczy Ciebie nie mogą oglądać, Wiedz że bledsza się staję, nie mogąc się ruszać, poczynam w kąt każdy zaglądać. A nuż za kwiatem, a może w nim jesteś, a może w slowach? Uciekłes; gdzieś znikłeś, więc szukam od nowa. 10 III 07 *** Kwiaty z czerownej krepiny Kwiaty papierowe są Z czerwonej krepiny Nie żyją Nie czują Z tektury zrobione Moimi rękoma Łamałam ją Krwawiła - dlatego czerwone Łamałam – nie żyła - by stworzyć te kwiaty martwe 16 XI 06
Kwiaty czerwonych wspomnień *** Próbowałam wejść w nocu do Twojego snu... Próbowałam wejść w nocy *** Martwy monitor
*** *** |
Internetowy pamiętnik wierszowy. Rzucisz okiem? [Księga gości] LINKI ARCHIWUM 2011 maj kwiecień marzec luty styczeń 2010 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec
|
| -- Design by ER; artwork by Stephanie -- | |